w KlingenthalFoto:
sport.pmedia.pl
Skoki narciarskie: Adam Małysz drugi w
Klingenthal
Tylko lider PŚ Szwajcar Simon Ammann lepszy
od Adama Małysza w konkursie w niemieckim Klingenthal! Austriak Gregor
Schlierenzauer przegrał zdecydowanie.
Polak jak klin wbił się między dwóch najlepszych skoczków świata, jakby chciał
im wykrzyczeć: "jestem już tam, gdzie wy, wreszcie was dopadłem". Następny raz spotkają się za dwa tygodnie na
olimpijskiej skoczni w Vancouver. To
79. podium w karierze Adama Małysza.
To był najlepszy
i najbardziej emocjonujący dla polskiego kibica konkurs w sezonie. Nasz skoczek lądował już raz na podium - w grudniu
w Lillehammer - ale nie tak spektakularnie jak w środę.
Małysz wreszcie skoczył jak za dawnych lat.
Z błyskiem, werwą i formą godną wielkiego mistrza.
O tym, że może to być konkurs przełomowy, świadczyły już wyniki podczas
wtorkowych kwalifikacji. Małysz
skoczył w nich najlepiej ze wszystkich, Schlierenzauera i Ammanna wyprzedził o
kilka metrów.
We wtorek wiatr Polakowi sprzyjał. W
środę wiał w plecy, ale Małysz i tak skakał znakomicie.
Było jak w tych niezapomnianych czasach, gdy był w formie, zdobywał cztery
Kryształowe Kule za Puchar Świata i cztery tytuły mistrza świata. Nie zważał na warunki, tylko fruwał.
Podczas środowej
serii próbnej uzyskał 133 metry, najwięcej ze wszystkich skaczących przed nim. Ale po nim skakało jeszcze czterech zawodników. O ile próbny skok Adama był rewelacyjny, o tyle
Schlierenzauera - wręcz kosmiczny.
Austriak uzyskał 142 metry. Ammann
wylądował tylko o półtora metra bliżej.
Obaj fenomenalni skoczkowie znowu wydawali się być poza zasięgiem konkurencji. Dwa najwyższe miejsca na podium znowu miały być
ich wewnętrzną rywalizacją.
Ale nie. Pierwsza seria konkursowa
przyniosła przynajmniej dwie sensacje.
Obie z Polski.
Najpierw, skaczący jako siódmy Grzegorz Miętus pofrunął na 125. metr i bardzo długo był liderem. Wyprzedził go dopiero kilkanaście minut później
Niemiec Martin Schmitt, a i tak Polak awansował do drugiej serii na świetnym,
14. miejscu.
20 lutego zakopiańczyk dopiero skończy 17 lat, a już zdobył inauguracyjne
punkty PŚ i zarobił na skoczni inauguracyjne pieniądze.
Co prawda w drugiej serii, kiedy wiało z tyłu, uzyskał tylko 115 metrów, ale za
22. miejsce otrzymał dziewięć
punktów PŚ i 800 franków szwajcarskich premii.
To jego największy życiowy sukces.
Zdecydowanie
większe emocje i jeszcze przyjemniejsze niespodzianki miały dopiero nadejść.
Zaczęło wiać w plecy, ale Małyszowi było to kompletnie obojętne - świetnie
wyszedł z progu, pofrunął bardzo daleko.
130,5 metra to był nokaut dla rywali.
Skaczący po nim Austriak Wolfgang Loitzl uzyskał notę o dziesięć punktów
mniejszą niż Adam. Triumfator
Turnieju Czterech Skoczni Andreas Kofler również nie liczył się w rozgrywce. Na górze zeskoku pozostali dwaj absolutni hegemoni
czyli Schlierenzauer i Ammann.
Austriak wylądował o półtora metra bliżej niż Małysz i tracił do niego 4,5
punktu. Szwajcar przeskoczył Polaka
o dwa i pół metra, dzięki notom lider PŚ prowadził o 4,3 pkt. Małysz jak klin wbił się między dwóch najlepszych
skoczków świata, jakby chciał im wykrzyczeć: 'jestem już tam, gdzie wy,
wreszcie was dopadłem'. Jakby chciał
zburzyć ich pewność, że walka o olimpijskie złoto rozstrzygnie się między nimi.
Małysz musi zmienić ulubiony kombinezon.
W drugiej serii
Małysz tylko potwierdził, że skoki w Klingenthal nie były przypadkowe. Kiedy był w formie niestabilnej, czasem spływał
doń błysk dawnego mistrza, ale w drugim skoku wszystko matowiało. A teraz błysnęło jeszcze bardziej!
Skaczący przed Adamem Schlierenzauer uzyskał 129,5 metra i został liderem. Ale to, czego dokonał Małysz, przeszło ludzkie
pojęcie. To był skok na szczytowym
poziomie. Wydawało się, że w
warunkach panujących na skoczni w Klingenthal dalej niż Polak skoczyć się nie
da. I rzeczywiście, granica 134
metrów była nieosiągalna już dla nikogo.
Mimo wielkiej formy Ammann tylko wyrównał to osiągnięcie i - dzięki przewadze z
pierwszej serii - wygrał piąty konkurs w sezonie.
Następnym razem tercet mistrzów spotka się już na igrzyskach. Większość światowej czołówki odpuści weekendowe
konkursy w Willingen. W niedzielę
Małysz złoży w Warszawie olimpijskie ślubowanie, w poniedziałek poleci na
igrzyska.
Do tej pory po dobrych skokach skromny skoczek z Wisły cieszył też się skromnie
- uniesionymi kciukami pokazywał, że jest OK.
W środę po drugim skoku głęboko odetchnął, uniósł do góry ręce i zacisnął
pięści. Ale jeszcze rąk nie
wyprostował. Zrobi to dopiero, jak
wygra. W Vancouver?
Zródło: Gazeta Wyborcza
_____________________________________
- Taki powinien być mistrz, profesjonalista,
a jednocześnie nie do końca normalny człowiek - tak oceniają najlepsi
skoczkowie Adama Małysza.
"Profesjonalista"
- krótko określił Małysza Janne Ahonen.
Ich komunikację utrudnia bariera językowa.
Polak nie mówi po angielsku, a Fin po niemiecku.
Mimo wszystko znają się doskonale.
- Nigdy nie widziałem, by niepoważnie podszedł do tego, co robi. Może, a nawet powinien być wzorem dla młodych
zawodników. Jak chcą osiągać dobre
wyniki, to powinni brać z niego przykład.
Małysz - taki powinien być mistrz - powiedział.
- Adama nigdy nie można lekceważyć.
Zawsze mam kłopot z określeniem, co tam mu w głowie gra.
Niesamowite jest, że nawet jak mu nie idzie, nie załamuje się. Siada na belce i robi swoje - ocenił Simon Ammann.
Lider Pucharu Świata uważa jednocześnie, że "Orzeł z Wisły" nie jest
do końca normalnym człowiekiem. -
Ktoś, kto skacze na nartach, musi mieć w sobie pierwiastek szaleństwa. A jak wielkim wariatem jest Małysz? O to chyba
należy zapytać jego żony.
To, co najbardziej ceni w polskim zawodniku, to uczciwość.
- Fair Play jest u niego pisane dużymi literami, a to jest niezwykle ważne. Wiem, że zawsze walczy zgodnie z zasadami, nie
kombinuje, nie stara się obejść przepisów.
Szwajcar często myślami wraca do igrzysk w Salt Lake City w 2002 roku. W stanie Utah dwukrotnie stawał na najwyższym
stopniu podium, Małysz sięgnął po srebro i brąz.
- Pamiętam doskonale, że wszyscy liczyli na to, że to on zdobędzie złoto. Nawet ja tak myślałem.
Klasę jednak pokazał po konkursach, które nie ułożyły się po jego myśli. Przyszedł, uściskał mnie i robił to szczerze. Nie było nigdy w nim zawiści czy zazdrości. Świetnie można wyczuć jego nastrój. A najbardziej niebezpieczny jest, gdy się uśmiecha. Wtedy wiem, że może daleko skoczyć - ocenił Ammann.
Dla Gregora Schlierenzauera Małysz od dziecka był idolem.
Marzył o tym, by choć raz móc znaleźć się obok niego.
- Od kiedy pamiętam, Adam był kimś, kogo podziwiałem.
Jako mały chłopiec, który dopiero zaczynał skakać i nie myślał o tym, że kiedyś
będzie startował na zawodach Pucharu Świata, chciałem być taki jak Polak. Wydawał mi się człowiekiem niezwykle otwartym, ale
i wiedzącym czego chce, a co najważniejsze, jak do tego dojść. Nie pomyliłem się - powiedział.
- Sam jestem całkowicie inną osobą - dodał.
- Nie potrafię chować emocji. Gdy
jestem zły i mi nie wychodzi, to od razu po mnie to widać.
Małysza nie można rozgryźć. Jest
opanowany w każdym elemencie i przy każdej sytuacji.
Chciałbym mieć choć trochę takiego spokoju w sobie.
Czym jeszcze zasłużył sobie, by być jego idolem? - Ripostą. Ma ostry dowcip, a ja taki uwielbiam. Czasami przez cały czas, jak siedzimy w domku na
górze i czekamy na swoją kolej oddania skoku, potrafi się nie odezwać. Gdy jednak coś powie, jednym słowem potrafi
skomentować sytuację i rozładować atmosferę - ocenił austriacki skoczek.
W samych superlatywach wypowiada się o czterokrotnym zdobywcy Kryształowej Kuli
także Andreas Kofler. - To jeden z
najsympatyczniejszych zawodników wśród skoczków.
Jeszcze nie widziałem go w złym humorze.
Gdy patrzę na niego z boku, zawsze mi się wydaje, że to ostoja spokoju. Nie wiem, co musiałoby się stać, by wyprowadzić go
z równowagi. Nawet jak czasami
przesuwają nam rozbieg, wiatr szaleje, my nie wiemy co będzie, wydaje się, że
to wszystko dzieje się jakby obok niego.
Nic do niego nie dociera, siada na belce i bez znaczenia, jakie są warunki, po
prostu wykonuje swoją pracę.
Skoczkowie rywalizację w Vancouver rozpoczną jeszcze przed ceremonią otwarcia. Kwalifikacje do konkursu na normalnej skoczni
zaplanowano na 12 lutego na godz. 19.00 czasu polskiego.
"Amman i Schlierenzauer trochę się mnie boją" - mówi Adam Małysz »
/www.sport.pl/